Paweł Przybylski

Autor: Paweł Przybylski – operator obrazu, fotograf, montażysta, szkoleniowiec. Obrazem ruchomym i statycznym zajmuje się od 1994 roku. Autor zdjęć do filmów dokumentalnych, seriali, reportaży, newsów. W fotografii pasjonuje się fotografią kreatywną.

Czy to kolejny blog o filmie i fotografii?

Fotografów na pęczki i każdy mądrzejszy od drugiego.

Mam na imię Paweł i od 27 lat jestem kamerzystą i fotografem… 

Zabrzmiało jak wyznanie w kręgu AA. Na żywo bałbym się, że w odpowiedzi usłyszę od was – Cześć Paweł, kochamy cię! 
Na szczęście to blog, ale rzeczywiście jest w tym zawodzie i stylu życia coś z nałogu. Ktoś kto naprawdę to poczuł nigdy już do korpopracy zaciągnąć się nie da, dobrze wie dlaczego i rozumie o czym piszę.

A to brzydkie słowo, którego użyłem? Zrobiłem to z premedytacją. Właściwie to mógłbym też bez większych oporów nazwać siebie aparaciarzem. Czemu nie, skoro od tylu lat jestem kamerzystą. Czemu jestem kamerzystą? Bo tak mnie ludzie nazywają. Kiedyś myślałem, że jestem operatorem kamery, ale byłem w błędzie. Nie od razu to zrozumiałem. Na początku buntowałem się, wkurzałem, reagowałem złośliwymi docinkami, ale przyszedł taki dzień kiedy podczas zdjęć dla jednej z ogólnopolskich telewizji, pod wpływem tego jednego zdania wreszcie doznałem oświecenia – Panie kamerzysto, pan to nakameruje! – I stało się. Osiągnąłem stan zen. Stan niczym nie zmąconego spokoju.
Oczywiście, że to nakameruję. Jestem przecież kamerzystą – odparłem.

Ale operatorem kamery też bywam. (Każdy z nas wie, że czasami pracujemy przy rzeczach ambitnych, a czasmi przy tych, które dają nam tylko chleb.) Jestem nim, kiedy przestaję być rzemieślnikiem, kiedy nagrywam coś dla siebie albo osób znających wartość mojej pracy, kiedy realizuję własne projekty albo uczestniczę w większych projektach filmowych. Wtedy wiem, że to jest twórczość, wtedy spotykam się z drzemiącym we mnie artystą…

Kiedy pracuję jako fotograf sprawa jest jakby prostsza. Jestem artystą. Ludzie zauważają, że jest to praca twórcza i mają dla niej z założenia więcej szacunku. Z operatorem kamery, o przepraszam – kamerzystą sprawy mają się gorzej, niezależnie od tego co robi, zawsze dla ludzi z poza branży będzie przede wszystkim rzemieślnikiem. Czemu tak jest? Nie wiem. Może ktoś kiedyś napisze o tym jakąś ciekawą pracę magisterską albo doktorską z psychologii społecznej. A prawda jest taka, że nie ważne co robimy, zawsze jesteśmy i rzemieślnikami i artystami jednocześnie. Takimi rzemiestami albo artyślnikami, jak kto woli. Tylko zależnie od zlecenia i sytuacji skład procentowy mamy jakby zmienny. Ja dziś jestem 50/50. Stan równowagi osiągnięty. Tyle tytułem wstępu o mnie, a o czym będzie ten blog?

W internecie fotografów jest na pęczki i każdy jest mądrzejszy od drugiego. Internet pęka wręcz w szwach od fotograficznych i filmowych blogów, vlogów, podcastów, poradników na YouTube, co, gdzie, kiedy, jak zrobić, co kupić, a czego nie robić, jak czegoś nie zepsuć i jak coś naprawić. Część z nich naprawdę warta jest poświęcenia im swojego czasu, inne to chłam, ale specjaliści od “supermarketingów” mówią, że to podobno pomaga w byciu zauważonym więc się mnoży. Czy w tej dżungli jest miejsce na kolejny blog fotograficzno-filmowy? Życie pokaże, a właściwie zadecydujecie o tym Wy!

Wracając do pytania… O czym będzie ten blog?
Odpowiedź jest prosta. O nas! O fotograficznych i filmowych rzemiestach i artyślnikach, o naszych kłopotach, wyzwaniach, marzeniach, rozterkach, błędach, zawodowej codzienności, pomysłach i twórczej bezpłodności. 
O czym ten blog z pewnością nie będzie? Nie będzie tu nic o technicznych aspektach filmu czy fotografii, ustawieniach sprzętu, nowościach rynkowych, obróbce, tipsach i tutorialach. Tego mamy już w internecie po pachy.

Od czego by tu zacząć? O czym będzie kolejny wpis? Może warto poruszyć temat tego, co dzieje się między fotografem/filmowcem a klientem, że tak często nie potrafią się dogadać w wydawałoby się prostych sprawach. Często? Zdziwiło was “często”? Tak. Bo kiedy przeglądam różne fora fotograficzne to właśnie jest jeden z najczęstszych tematów zaraz po “Co mam zrobić, klient mi nie zapłacił”. Pozostaniemy więc przy wędrówce pomiędzy artystą, rzemieślnikiem i tym trzecim – kilientem. Zapraszam: Artysta czy rzemieślnik? Czyli o przyczynach najczęstszych (niefinansowych) konfliktów między klientem a fotografem.

I na koniec tego wstępu jeszcze dwie, ważne jak sądzę (przynajmniej dla mnie) myśli. Pierwsza – zauważyliście zapewne dość bezpośrednią formę tego postu. Tak będzie też w kolejnych. Przymierzając się do pisania bloga zastanawiałem się między innymi nad tym, jak go pisać. Czy ma on mieć formę oficjalną, elegancką, ułożoną, poprawną i ma być pisany językiem literackim – takie “ę, ą, ż, Sz. P”, czy też dokładnie odwrotnie, ma być wolny w swojej formie od zahamowań, autocenzury i bardziej przypominać dyskusję przy kawie w gronie zapaleńców, gdzie nie dba się przesadnie o piękno formy, okrągłe słówka i poprawność, ale ważna jest pasja, zaangażowanie, treść i bezpośredniość przekazu. Decyzję podjąłem, co widać, ale będzie to miało swoje konsekwencje.

Skoro tak, tu rodzi się myśl druga. Żyjemy teraz w świecie, w którym sporo jest wokoło nas ludzi nadwrażliwych na swoim punkcie. Dlatego pierwszy i ostatni raz na tym blogu przepraszam. Tak, przepraszam! Robię to raz, z góry, awansem i na zapas. Jeżeli ktoś tym, co będzie tu napisane poczuje się urażony, obrażony, upokorzony, niedoceniony lub dyskryminowany to informuję – nie mam takiego zamiaru wobec nikogo. Chcę natomiast prowokować do zastanowienia się nad swoimi działaniami, postawami, zaniechaniami, branżowymi albo osobistymi przekonaniami… Chcę też swobodnie prezentować swoje. Ryzykowne, prawda?

Niniejszym zwracam się do rzemieślników. Jeżeli ktoś z was poczuł się urażony tym, co tu napisałem to niepotrzebnie. Mam dla was bardzo wiele szacunku. Dobry rzemieślnik zawsze może stać się prawdziwym Artystą przez wielkie “A”, kiedy wielu (dla pewności dobrego zrozumienia – nie oznacza wszyscy) artystów, czyli osób posiadających mgr-a z uczelni artystycznych, nigdy nawet dobrze nie opanowało i nie opanuje swojego rzemiosła. No i tu natychmiast powinienem zacząć przepraszać artystów. Trudno. Nie będę. Takie mam zebrane przez lata doświadczenia własne, o których piszę. Dlatego do czytania tego bloga potrzebna będzie często spora dawka dystansu do samego siebie i innych. Jeśli ktoś ma go mało zawsze może się suplementować – może jakieś krople, tabletki, saszetki musujące, jak kto woli, w kubku, filiżance albo szkle. Jeżeli mimo to ból będzie nie do zniesiania, zawsze można zmienić bloga. Nie ma po co bezsensownie cierpieć. Wierzę jednak, że znajdę wśród was sympatyków i osoby myślące podobnie.
Dlatego jeżeli ten blog zapowiada się dla ciebie nienajgorzej, aby nie przegapić kolejnych wpisów, które będę starał się zamieszczać tu w regularnych odstępach czasu, możesz po prostu polubić i obserwować mój profil na Facebooku ( TUTAJ ) lub na Instagramie ( TUTAJ ), z pewnością dotrze do Ciebie post obwieszczający nowy wpis. Możesz też zapisać się na listę mailingową ( TUTAJ ), wtedy świeżutka, gorąca i trzepocząca się wiadomość o nowym poście sama wpadnie w twoje ręce. Zatem do następnego razu.

Paweł

Spread the word. Share this post!

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *